Trwa burza po słowach wypowiedzianych przez Krzysztofa Stanowskiego na temat funkcjonariusza państwowego KAS w głośnej sprawie tak zwanego mandatu za pizzę. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku, Czesław Kalinowski, w związku z tymi wypowiedziami złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wraz z wnioskiem o objęcie sprawy ściganiem z urzędu. Powstaje jednak zasadnicze pytanie. Czy Krzysztof Stanowski rzeczywiście popełnił przestępstwo?
Sprawa wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Sam fakt, że ktoś poczuł się urażony lub że wypowiedź była wyjątkowo ostra, nie oznacza jeszcze automatycznie odpowiedzialności karnej. W tej sprawie najczęściej wskazuje się na dwa przepisy Kodeksu karnego. Pierwszy z nich to art. 212 k.k., który dotyczy zniesławienia. Drugi to art. 216 k.k., odnoszący się do zniewagi. Problem polega jednak na tym, że żadna z przesłanek tych przepisów nie wydaje się spełniona w sposób oczywisty. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że w materiale nie pokazano wizerunku funkcjonariuszki, nie podano jej imienia i nazwiska ani innych danych osobowych pozwalających przeciętnemu odbiorcy jednoznacznie ustalić, o kogo chodzi. To niezwykle istotna okoliczność. Zarówno zniesławienie, jak i zniewaga dotyczą bowiem konkretnej osoby lub konkretnego podmiotu. Nie wystarczy użycie ostrych słów. Konieczne jest jeszcze ustalenie, do kogo te słowa były skierowane. Oczywiście orzecznictwo sądowe od lat wskazuje, że dla zaistnienia zniesławienia nie zawsze konieczne jest podanie nazwiska pokrzywdzonego. Wystarczy, że dana osoba jest możliwa do rozpoznania przez określony krąg odbiorców. Jednak właśnie tutaj pojawia się kluczowe pytanie.
Czy przeciętny widz programu Stanowskiego był w stanie wskazać konkretną funkcjonariuszkę, której dotyczyły jego słowa?
Ukryta treść: dalsza cześć artykułu 
Dostęp do treści

